Twoja skóra pamięta wszystko. Czy trutowe mleczko pszczele może zmienić myślenie o kosmetologii i dermatologii?
Scroll down for the English version →
Skóra jest i największym i jednocześnie najbardziej szczerym organem ludzkiego ciała.
Dlaczego szczerym?
Ponieważ nie da się jej oszukać. W każdym razie na pewno nie na długo. Nasza skóra pamięta wszystkie stresy, niedobory snu, przeciążenie hormonami, stany zapalne i tempo, w jakim żyjemy. W sumie to chyba pamięta każdy kieliszek alkoholu każdego papierosa. Może nie od razu to pokazuje, ale kumuluje te wszystkie nasze zachowania i nawyki.
I same kremy, nawet te najdroższe, nie odwrócą tego wszystkiego na co skazaliśmy naszą skórę. I dlatego też (moim zdaniem oczywiście) kosmetologia, jeśli ma być naprawdę skuteczna, to musi przestać skupiać się wyłącznie na powierzchni i na efekcie chwili.
Tylko jak to się łączy z tym co robią pszczoły w ulu?
W sumie to im dłużej pracuję z trutowym mleczkiem pszczelim, tym wyraźniej widzę, że jego potencjał wykracza daleko poza obszary, które opisywałam na początku moich badań. Z każdym miesiącem, kiedy pojawiały się wyniki kolejnych prób i testów, to pojawiały się razem z nimi kolejne pomysły na to jak, pod jakim kątem prowadzić te badania.
I tak na przykład próbki trutowego mleczka pszczelego trafiły do zaprzyjaźnionej pani kosmetolog, która postanowiła wypróbować (i na sobie i na mnie!) możliwości tego pszczelego skarbu.
I po kolejnym spotkaniu, po kolejnej rozmowie, po kolejnym omawianiu tego, jak można korzystać z bogactwa składników trutowego mleczka pszczelego oraz po kolejnych testach, stwierdziłyśmy to co jest oczywiste dla wielu świadomych osób. To co się dzieje i co widać na naszej skórze, to co się dzieje z włosami, paznokciami, te wszystkie pozornie zewnętrzne zmiany związane z ich regeneracją nie zachodzą tylko od zewnątrz. Tu potrzebne jest świadome działanie bo obszar regeneracji to obszar zarówno działania od środka organizmu (tak jak to opisywałam w poprzednich artykułach) jak i działania od zewnątrz. To obszar działania mikrodawek hormonów, adaptogenności i regeneracji organizmu od środka związanych z procesami naprawczymi, które zachodzą na poziomie komórkowym oraz obszar swojego rodzaju karmienia i zabezpieczania skóry z zewnątrz. I wygląda na to, że traktowanie skóry twarzy kremem z mleczkiem pszczelim poprawia jej kondycję. Czyli trutowe mleczko pszczele działa i od środka i od zewnątrz. I nie mówię tu o wyłącznie szybkim efekcie wizualnym. Mówię o całej biologii naszej skóry.
Skóra jako system biologiczny i pszczoły
Współczesna dermatologia coraz częściej mówi językiem biochemii. I słusznie! Ponieważ skóra nie jest ani skorupą ani powłoką oderwaną od reszty organizmu. To cały skomplikowany połączony, aktywny organ immunologiczny, hormonalny i metaboliczny. Zachodzą w nim procesy zapalne, oksydacyjne, regeneracyjne i adaptacyjne. I dokładnie w te procesy wpisuje się to co natura stworzyła w ulu za pomocą pszczół.
Badania in vitro i analizy proteomiczne (czyli analizy pozwalające na kompleksowe wykrywanie wszystkich możliwych białek w próbkach), pokazują, że trutowe mleczko pszczele jest biologicznym kompleksem, który działa wielowymiarowo. Nie skupia się na jednej drodze i nie wymusza tylko jednej reakcji. Powiedziałabym, że raczej tworzy całe środowisko sprzyjające regeneracji.
Antyoksydacja bez agresji i bez udawania
Jednym z największych wyzwań współczesnej kosmetologii jest stres oksydacyjny skóry. Promieniowanie UV, zanieczyszczenia, stany zapalne i hormony stresu prowadzą do przyspieszonego starzenia, utraty elastyczności i zaburzeń bariery skórnej.
A trutowe mleczko pszczele zawiera to co potrafi przywrócić skórze równowagę. Zawiera naturalne polifenole i enzymy antyoksydacyjne, które w badaniach wykazują realną zdolność neutralizacji wolnych rodników. Co istotne, aktywność ta jest wyraźnie wyższa w ekstraktach wodnych niż alkoholowych, co ma ogromne znaczenie przy projektowaniu form kosmetycznych.
To nie jest agresywna antyoksydacja (czyli długotrwała suplementacja bez wskazań lub niepotrzebne łączenie wielu silnych antyoksydantów naraz) ani marketingowa antyoksydacja (tak jak na przykład woda wodorowa). To raczej biologiczna ochrona komórek przed przeciążeniem i sygnał do spokojnej regeneracji .
Regeneracja, która ma sens
W modelach badawczych trutowe mleczko pszczele przyspiesza między innymi procesy gojenia ran, aktywując fibroblasty (czyli komórki, które budują i naprawiają skórę, produkując kolagen i elastynę) i wspierając angiogenezę (czyli proces tworzenia nowych naczyń krwionośnych, dzięki którym tkanki dostają więcej tlenu i składników odżywczych). Z perspektywy dermatologii oznacza to potencjał trutowego mleczka pszczelego do wykorzystania w preparatach po zabiegach estetycznych, przy skórze podrażnionej, trądzikowej, reaktywnej i osłabionej.
Nie dlatego, że leczy, bo to nie jest lek (!), ale dlatego, że wspiera naturalne mechanizmy odbudowy tkanek.
Proteiny, enzymy i mikroarchitektura skóry
Analizy proteomiczne, pozwalają dokładnie określić, jakie białka są obecne w danej substancji lub tkance oraz jaką pełnią funkcję w procesach biologicznych, wykazały obecność ponad stu różnych białek w trutowym mleczku pszczelim. Wśród nich znajdują się enzymy o kluczowym znaczeniu biologicznym, takie jak dysmutaza ponadtlenkowa SOD1 czy peroksydaza, które uczestniczą w kontrolowaniu stresu oksydacyjnego na poziomie komórkowym. Ale ich zadaniem nie jest spektakularne, natychmiastowe działanie, ale fundamentalna ochrona struktur skóry przed uszkodzeniami wywołanymi przez wolne rodniki.
To istotne, ponieważ proces starzenia skóry nie zaczyna się na jej powierzchni i nie zaczyna się od zmarszczek. Zaczyna się znacznie wcześniej i znacznie głębiej, w zaburzeniach mikrośrodowiska komórkowego, w którym komórki tracą swoją zdolność do regeneracji, komunikacji i utrzymania równowagi. Gdy ten wewnętrzny ekosystem przestaje działać sprawnie, skóra stopniowo traci elastyczność, gęstość i odporność.
A jak dodatkowo nie dbamy o siebie, to zmiana na gorsze potrafi być i szybka i spektakularna.
W tym kontekście kluczowa staje się nie obecność jednego cudownego aktywnego składnika, ale harmonijne współdziałanie wielu elementów jednocześnie. Proteiny tworzą swojego rodzaju strukturalne rusztowanie, enzymy regulują reakcje chemiczne, a całość wpływa na mikroarchitekturę skóry, czyli sposób, w jaki komórki są odżywiane, chronione i zdolne do odnowy. To właśnie na tym poziomie decyduje się to, czy skóra starzeje się w sposób gwałtowny i chaotyczny, czy powoli, harmonijnie i z zachowaniem swojej biologicznej funkcjonalności.
Włosy i skóra głowy. Moim zdaniem temat traktowany zbyt lekko.
O włosach bardzo lubimy myśleć w kategoriach estetycznych. Gęste albo rzadkie. Błyszczące albo matowe. Mocne albo łamliwe. Znacznie rzadziej myślimy o skórze głowy jako o żywej, aktywnej tkance biologicznej, od której wszystko się zaczyna. A to właśnie tam decyduje się, czy włos ma warunki do wzrostu, regeneracji i utrzymania swojej struktury.
W badaniach prowadzonych na ludzkich liniach komórkowych wykazano, że ekstrakty z larw trutowych stymulują proliferację (czyli po prostu namnażanie) komórek mieszków włosowych oraz fibroblastów. W prostszym języku oznacza to, że pobudzają one podziały komórek odpowiedzialnych za tworzenie i obsługę włosa, a jednocześnie wspierają komórki, które budują jego otoczenie strukturalne. Co ważne, nie wykazano przy tym działania toksycznego na komórki skóry.
Z perspektywy biologii skóry głowy to bardzo istotna informacja. Wiele preparatów na porost włosów działa na zasadzie agresywnej stymulacji. Podrażniają skórę, zwiększają ukrwienie, wywołują stan zapalny, który zmuszają organizm do reakcji. Daje to czasem szybkie, choć niestety często krótkotrwałe efekty, często kosztem komfortu skóry, a bywa, że także jej długofalowej kondycji.
Tymczasem trutowe mleczko pszczele pokazuje zupełnie inne działanie. Nie polega ono na agresywnym forsowaniu wzrostu włosa, lecz na poprawie jakości środowiska, w którym on rośnie. Lepsze odżywienie komórek, stabilniejsze warunki metaboliczne, wsparcie procesów regeneracyjnych i ograniczenie przeciążenia oksydacyjnego skóry głowy tworzą warunki, w których włos może rosnąć w sposób bardziej naturalny i zrównoważony.
To subtelna, ale bardzo ważna różnica. Bo włosy, podobnie jak skóra, nie lubią agresywnej presji. Lubią równowagę. A tam, gdzie zamiast agresywnej stymulacji pojawia się biologiczne wsparcie, zaczynają działać procesy, które mają szansę przynieść trwałe, a nie tylko chwilowe efekty.
Bezpieczeństwo przede wszystkim
Każda substancja, która ma trafić na skórę, zwłaszcza skórę wrażliwą lub osłabioną, musi spełniać rygorystyczne normy bezpieczeństwa. W przypadku liofilizowanego trutowego mleczka pszczelego badania potwierdzają brak patogenów oraz mykotoksyn, czyli zanieczyszczeń, które mogłyby stanowić realne zagrożenie dla zdrowia skóry.
Dodatkowo testy cytotoksyczności wykazały jego bezpieczeństwo dla kluczowych komórek skóry, takich jak keratynocyty i fibroblasty, odpowiedzialnych za barierę ochronną i procesy regeneracji.
To ważne rozróżnienie, bo „naturalne” nie zawsze oznacza automatycznie „bezpieczne”. W tym przypadku nie opieramy się na marketingowych obietnicach, ale na danych, które jasno pokazują, że mamy do czynienia z surowcem dobrze tolerowanym i biologicznie zgodnym ze skórą.
Od tradycji do nauki
Cieszy mnie, że w końcu zmieniło się podejście do zastosowania larw trutowych i mleczka pszczelego w kulturach azjatyckich jako ciekawostki i elementu medycyny ludowej czy egzotycznego folkloru. Dziś coraz częściej larwy trutowe i trutowe mleczko pszczele stają się punktem wyjścia do badań naukowych, analiz biochemicznych i testów laboratoryjnych, które pozwalają połączyć dotychczasowe przekonania z mechanizmami biologicznymi. I to właśnie ten moment przejścia od obserwacji tradycyjnych do twardych danych jest dla mnie kluczowy.
Nie po to, by niepotrzebnie gloryfikować naturę ani przypisywać jej cudowne właściwości, ale po to, żeby zrozumieć, dlaczego przez setki lat była wykorzystywana w określony sposób i co faktycznie stoi za jej działaniem. Tam, gdzie tradycja spotyka się z metodologią badań, zaczyna się prawdziwa rozmowa o potencjale, a nie o wierze.
Gdzie widzę miejsce dla Aurivii
W kosmetologii przyszłości widzę miejsce dla preparatów, które nie obiecują natychmiastowych cudów, ale konsekwentnie wspierają skórę w jej naturalnych procesach. Regeneracyjne kremy, serum anti aging, preparaty do skóry głowy i włosów. Formuły oparte na biologii, a nie na marketingu. Takie, które rozumieją, że skóra nie jest powierzchnią do wygładzenia, tylko żywym, reagującym systemem, który potrzebuje czasu, równowagi i świadomego wsparcia.
I wydaje mi się, że Aurivia wpisuje się w ten kierunek bardzo naturalnie. Nie jako kolejna marka obiecująca spektakularny efekt na zasadzie spektakularnej przemiany (tak było przed, a tak jest po i zobaczcie jaka to spektakularna zmiana), ale jako koncepcja pracy ze skórą w dłuższej perspektywie. Jako połączenie tego, co natura wypracowała w ulu, z tym, co współczesna nauka potrafi dziś zrozumieć i zmierzyć. Bez agresywnej stymulacji. Bez przeciążania skóry bodźcami. Bez skracania procesów, które z definicji wymagają czasu.
Widzę Aurivię jako element nowego podejścia do pielęgnacji. Takiego, w którym kosmetyk nie ma naprawiać skóry, tylko tworzyć dla niej warunki do regeneracji. W którym anti aging nie oznacza walki z wiekiem, ale wspieranie skóry w adaptacji do zmian. W którym pielęgnacja skóry głowy i włosów przestaje być dodatkiem, a staje się integralną częścią dbania o cały ekosystem skóry.
Jeśli kosmetologia ma się rozwijać w sposób odpowiedzialny, to właśnie w tym kierunku. Mniej obietnic. Więcej biologii. Mniej presji na natychmiastowy efekt. Więcej szacunku dla procesów, które i tak dzieją się w naszym ciele każdego dnia. Aurivia nie próbuje ich zastępować. Próbuje je zrozumieć i wspierać.
Podsumowanie
No cóż. Z całą pewnością mogę stwierdzić, że trutowe mleczko pszczele nie jest kolejnym modnym produktem, który po bliższym poznaniu okazuje się marketingową wydmuszką. Mogę również potwierdzić, że jest pewnego rodzaju skutecznym biologicznym systemem, który działa tam, gdzie skóra najbardziej potrzebuje wsparcia. W regeneracji, ochronie i adaptacji do zmieniających się warunków.
A czego nie mogę powiedzieć (ani napisać)? Nie mogę powiedzieć, że mam już sprawdzony i gotowy do sprzedaży produkt na skórę – krem, balsam czy serum. Z uwagi na to, że w środowisku wilgotnym trutowe mleczko pszczele staje się czynnikiem biologicznie aktywnym i podatnym na (mówiąc kolokwialnie) psucie się, wciąż trwają testy mające ustabilizować je i spowodować, że będzie ono zachowywało swoje właściwości przynajmniej przez okres kilku miesięcy. Do tego czasu pozostaje mi korzystać z trutowego mleczka pszczelego od wewnątrz (tak też działa na skórę) lub tworzyć na bieżąco mieszaniny z kremami do natychmiastowego zastosowania.
Dodam również, że nie obiecuję cofania czasu za pomocą trutowego mleczka pszczelego, ale mogę potwierdzić, że pomaga skórze lepiej ten upływ czasu znosić.
PS
Niniejszy artykuł nie jest pracą naukową ani publikacją naukową. Nie jest również wytworem sztucznej inteligencji. Korzystam w tworzeniu treści z mojego wieloletniego doświadczenia w pracy z pszczołami we własnej pasiece, z doświadczenia w pracy nad tworzeniem autorskiej wersji mleczka pszczelego trutowego Aurivia oraz ze współpracy z pracownikami jednostek naukowych (w tym SGGW i Uniwersytetu Rzeszowskiego) oraz z wyników badań laboratoryjnych.
– – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – –
Your Skin Remembers Everything. Can Drone Bee Milk Change the Way We Think About Cosmetology and Dermatology?
The skin is both the largest and, at the same time, the most honest organ of the human body.
Why honest?
Because it cannot be deceived. At least not for long. Our skin remembers every stress, every lack of sleep, hormonal overload, inflammation, and the pace at which we live. In a way, it probably remembers every glass of alcohol and every cigarette. It may not show it immediately, but it accumulates all these behaviors and habits over time.
And creams alone, even the most expensive ones, will not undo everything we have subjected our skin to. That is why, in my opinion, if cosmetology is to be truly effective, it must stop focusing exclusively on the surface and on short lived effects.
But how does this connect to what bees do inside the hive?
The longer I work with drone bee milk, the more clearly I see that its potential goes far beyond the areas I described at the beginning of my research. With every month and with every new set of test results, new ideas emerged on how and in which direction these studies could be developed.
For example, samples of drone bee milk were given to a trusted cosmetologist friend, who decided to test the potential of this bee derived treasure both on herself and on me.
After each subsequent meeting, discussion, and analysis of how the richness of drone bee milk components could be used, and after further testing, we reached a conclusion that is obvious to many conscious observers. What happens and what we see on our skin, what happens to our hair and nails, all those seemingly external regenerative changes do not occur only from the outside. Conscious action is required, because regeneration involves both internal processes within the body, as I described in previous articles, and external support. It includes micro doses of hormones, adaptogenic effects, and internal regeneration linked to cellular repair processes, as well as a form of nourishing and protecting the skin from the outside. And it appears that treating facial skin with a cream containing bee milk improves its condition. In other words, drone bee milk works both internally and externally.
And I am not talking only about a quick visual effect. I am talking about the entire biology of our skin.
Skin as a Biological System and Bees
Modern dermatology increasingly speaks the language of biochemistry. And rightly so. The skin is neither a shell nor a detached outer layer. It is a complex, interconnected, active immunological, hormonal, and metabolic organ. Inflammatory, oxidative, regenerative, and adaptive processes take place within it. And it is precisely within these processes that what nature has created in the hive through bees finds its place.
In vitro studies and proteomic analyses, meaning analyses that allow for comprehensive detection of all proteins present in a sample, show that drone bee milk is a biological complex that works on multiple levels. It does not focus on a single pathway or force a single reaction. Rather, it creates an environment conducive to regeneration.
Antioxidant Protection Without Aggression or Pretence
One of the greatest challenges of modern cosmetology is oxidative stress of the skin. UV radiation, pollution, inflammation, and stress hormones accelerate aging, reduce elasticity, and disrupt the skin barrier.
Drone bee milk contains components capable of restoring balance to the skin. It includes natural polyphenols and antioxidant enzymes that have demonstrated a real ability to neutralize free radicals. Importantly, this activity is significantly higher in aqueous extracts than in alcoholic ones, which is crucial when designing cosmetic formulations.
This is not aggressive antioxidant action, meaning long term supplementation without indication or unnecessary combination of multiple strong antioxidants at once, nor is it marketing driven antioxidant action such as hydrogen water. It is rather biological protection of cells against overload and a signal for calm, orderly regeneration.
Regeneration That Makes Sense
In research models, drone bee milk accelerates wound healing processes, among other effects, by activating fibroblasts, the cells responsible for building and repairing skin by producing collagen and elastin, and by supporting angiogenesis, the formation of new blood vessels that deliver oxygen and nutrients to tissues. From a dermatological perspective, this indicates potential use of drone bee milk in post aesthetic treatment preparations and in care for irritated, acne prone, reactive, and weakened skin.
Not because it heals, as it is not a drug, but because it supports the body’s natural tissue repair mechanisms.
Proteins, Enzymes, and Skin Microarchitecture
Proteomic analyses, which precisely determine which proteins are present in a given substance or tissue and what role they play in biological processes, have revealed the presence of over one hundred different proteins in drone bee milk. Among them are enzymes of key biological importance, such as superoxide dismutase SOD1 and peroxidase, which participate in controlling oxidative stress at the cellular level. Their role, however, is not spectacular or immediate action, but fundamental protection of skin structures from free radical damage.
This is crucial, because skin aging does not begin on the surface and does not start with wrinkles. It begins much earlier and much deeper, in disturbances of the cellular microenvironment, where cells lose their ability to regenerate, communicate, and maintain balance. When this internal ecosystem stops functioning efficiently, the skin gradually loses elasticity, density, and resilience.
And if we additionally neglect ourselves, the deterioration can be both rapid and dramatic.
In this context, what matters is not the presence of one miraculous active ingredient, but the harmonious cooperation of many elements at once. Proteins form a kind of structural framework, enzymes regulate chemical reactions, and together they influence skin microarchitecture, meaning how cells are nourished, protected, and able to renew themselves. It is at this level that it is determined whether skin ages rapidly and chaotically, or slowly, harmoniously, and with preserved biological functionality.
Hair and Scalp. In My Opinion, a Topic Treated Too Lightly
We like to think about hair primarily in aesthetic terms. Thick or thin. Shiny or dull. Strong or brittle. Much less often do we think about the scalp as a living, active biological tissue where everything begins. And it is precisely there that it is decided whether hair has the conditions necessary for growth, regeneration, and structural integrity.
Studies conducted on human cell lines have shown that extracts from drone larvae stimulate proliferation, simply the multiplication, of hair follicle cells and fibroblasts. In simpler terms, they promote the division of cells responsible for forming and maintaining hair, while simultaneously supporting the cells that build its structural environment. Importantly, no toxic effects on skin cells were observed.
From the perspective of scalp biology, this is highly significant. Many hair growth products rely on aggressive stimulation. They irritate the skin, increase blood flow, and induce inflammation that forces the body into reaction. This can sometimes produce quick but unfortunately often short lived results, frequently at the expense of scalp comfort and sometimes long term skin health.
Drone bee milk demonstrates a completely different mechanism. It does not force hair growth aggressively, but improves the quality of the environment in which hair grows. Better cellular nourishment, more stable metabolic conditions, support of regenerative processes, and reduced oxidative overload of the scalp create conditions in which hair can grow in a more natural and balanced way.
This is a subtle but very important difference. Hair, like skin, does not respond well to aggressive pressure. It prefers balance. And where biological support replaces aggressive stimulation, processes can begin that offer the chance for lasting rather than temporary effects.
Safety First
Any substance intended for application on the skin, especially sensitive or weakened skin, must meet rigorous safety standards. In the case of lyophilized drone bee milk, studies confirm the absence of pathogens and mycotoxins, contaminants that could pose real risks to skin health.
Additionally, cytotoxicity tests have demonstrated its safety for key skin cells such as keratinocytes and fibroblasts, which are responsible for the protective barrier and regenerative processes.
This distinction is important, because “natural” does not automatically mean “safe.” In this case, we rely not on marketing promises, but on data that clearly indicate we are dealing with a well tolerated and biologically compatible raw material.
From Tradition to Science
I am pleased that the approach to the use of drone larvae and bee milk in Asian cultures has finally changed, where they were long regarded as curiosities or elements of folk medicine or exotic folklore. Today, drone larvae and drone bee milk increasingly serve as starting points for scientific research, biochemical analyses, and laboratory testing that connect traditional beliefs with biological mechanisms. And it is precisely this transition from traditional observation to hard data that I consider crucial.
Not to unnecessarily glorify nature or attribute miraculous properties to it, but to understand why it was used in specific ways for centuries and what truly underlies its effects. Where tradition meets research methodology, a real conversation about potential begins, rather than one based on belief.
Where I See a Place for Aurivia
In the cosmetology of the future, I see a place for preparations that do not promise instant miracles, but consistently support the skin’s natural processes. Regenerative creams, anti aging serums, scalp and hair preparations. Formulations based on biology rather than marketing. Ones that understand the skin not as a surface to be smoothed, but as a living, responsive system that requires time, balance, and conscious support.
It seems to me that Aurivia fits very naturally into this direction. Not as another brand promising spectacular transformations of the before and after variety, but as a concept of working with the skin over the long term. As a combination of what nature has developed in the hive and what modern science can now understand and measure. Without aggressive stimulation. Without overwhelming the skin with stimuli. Without shortening processes that by definition require time.
I see Aurivia as part of a new approach to skincare. One in which cosmetics are not meant to fix the skin, but to create conditions for regeneration. In which anti aging does not mean fighting age, but supporting the skin in adapting to change. In which scalp and hair care cease to be an afterthought and become an integral part of caring for the entire skin ecosystem.
If cosmetology is to develop responsibly, this is the direction it should take. Fewer promises. More biology. Less pressure for immediate results. More respect for processes that occur in our bodies every day anyway. Aurivia does not attempt to replace them. It seeks to understand and support them.
Summary
Well. I can say with certainty that drone bee milk is not just another fashionable product that turns out to be an empty marketing shell upon closer examination. I can also confirm that it functions as a kind of effective biological system that operates where the skin most needs support. In regeneration, protection, and adaptation to changing conditions.
What can I not say or write? I cannot say that I already have a tested, ready for sale skin product such as a cream, balm, or serum. Because in a moist environment drone bee milk becomes biologically active and prone, colloquially speaking, to spoilage, stabilization tests are still ongoing to ensure that it retains its properties for at least several months. Until then, I use drone bee milk internally, which also affects the skin, or prepare fresh mixtures with creams for immediate use.
I will also add that I do not promise turning back time with drone bee milk, but I can confirm that it helps the skin cope better with the passage of time.
P.S.
This article is not a scientific paper or a research publication. Nor is it the product of artificial intelligence. I base it on my many years of experience working with bees in my own apiary, on the development of my proprietary version of Aurivia Drone Royal Jelly, and on collaboration with researchers from the Warsaw University of Life Sciences and the University of Rzeszów, as well as laboratory findings.
#Aurivia #royaljelly #LioPureX #mleczkopszczele #mleczkopszczeletrutowe #Krolewskiemiody #RoyalHoneys #MartaBlajer #zdrowie #suplementy #witalnosc #sprawnosc #superfood #newfood
